To z wczoraj.
Wstałam o 6.20, żeby pojechać na policję i zarejestrować się, aby dostać kartę pobytu. Dostałam numerek na... 15.20. A i tak weszłam o 16.20, bo pani zapomniała mi powiedzieć, że powinnam jej przed 15.20 oddać ten numerek:)
Samo
przeżycie jest warte opisania. Mój nienajlepszy jeszcze portugalski
się przydał, ponieważ jak wyraźnie napisano „przyjmowanie
obcokrajowców odbywa się w języku portugalskim”:). Jakoś jednak
sobie wszyscy radzili, zauważyłam, że niemal wszyscy obcokrajowcy
są z krajów hiszpańskojęzycznych, a więc mają bazowy język
całkiem podobny do portugalskiego.
Gdy
już po 8 godzinach oczekiwania (trudy wynagrodził mi spacer wzdłuż
wybrzeża) weszłam do biura, w którym musiałam przedstawić
wszystkie dokumenty, było bardzo miło. Pan pomógł mi wypełnić
dodatkowy formularz, skreślił to, co wypełniłam źle (tak po
prostu, przekreślił i wpisał, co trzeba, bez przepisywania
wszystkiego od nowa, parafek, pieczątek itd.). Musiałam złożyć
odciski wszystkich palców (na szczęście tylko u rąk!), podpisać
różne papierki, pogadać z panem o moich badaniach i oto dostałam
„protocolo”, na bazie którego dostanę kartę pobytu za jakieś
półtora miesiąca. Niestety nie jest to to samo, co CPF. Numer CPF
to numer identyfikacyjny, który ma każdy Brazylijczyk, może go
również otrzymać obcokrajowiec. Potrzebny jest w bardzo wielu
przypadkach – kupienie bądź sprzedanie samochodu, nieruchomości
(nawet z wynajęciem mieszkania nie było łatwo, gdy podawałam
tylko numer paszportu), a nawet zamontowanie stałego łącza
internetowego. No więc będę musiała znów iść do banku lub na
pocztę i tam wyrabiać numer CPF.
Jeśli
chodzi o samą rejestrację na policji, to w internecie jest sporo
porad dla obcokrajowców, nie ma jednak tej ważnej informacji, że
trzeba przyjść bladym świtem, aby tego samego dnia się tam w
ogóle dostać. Ja byłam o 8 rano i dopiero na 15.20 mnie zapisano.
Można podobno zapisać się przez internet, tak mówiła pani w
okienku, ale ja tego na stronie policji nie umiałam znaleźć. I
chyba wielu moich współczekaczy również. A druga rzecz, co do
której informacje na forach internetowych są niepewne, to kopie
paszportu. Niektórzy piszą, że powinny być poświadczone
notarialnie (wymagane jest xero wszystkich stron, na których są
pieczątki lub wizy + oczywiście strona z danymi), inni że
wystarczy zwykła kopia. Ja zrobiłam poświadczenie notarialne
(kosztowało mnie to 50 reali, bo chyba za dużo się włóczę po
krajach, w których wstawiają pieczątki:)), ale zapytałam o to. I
dostałam odpowiedź taką, jaką dają internety – na wszelki
wypadek lepiej mieć. Wszelki wypadek, to ewentualny nieprzychylny
urzędnik.
Tymczasem
chłopaki duże i małe oraz nasza couchsurferowa gościówa Maria
(tak tak, ledwie przepisałam na CS mój adres z polskiego na
brazylijski, od razu pojawił się request od miłej dziewczyny z
Urugwaju) pojechali nad morze do Ingleses (byliśmy tam też w
niedzielę, jeszcze bez Marii). Pobiegali po plaży i piaskowych
wydmach – powyżej kilka zdjęć, w większości autorstwa Pana Adama.
Ale biurokracja! Ale dzielnie dajesz sobie radę! Bardzo się cieszę czytając wiadomości od Was. Dziękuję Adasiowi za zdjęcia! Czy mógłby zrobić parę zdjęć domku, w którym mieszkacie? U nas pogoda jesienno-zimowa.
OdpowiedzUsuńUcałowania