piątek, 4 grudnia 2015

Sprawy idą do przodu

Zapisaliśmy dzieci do szkoły. Obejrzeliśmy dwie szkoły w okolicy – Escola dos sonhos i Escola Dinamica. O tej pierwszej wiedziałam wcześniej, korespondowałam z pracownikami, bo to szkoła dwujęzyczna – English time mają nie tak jak u nas w domu 15-20 minut dziennie, tylko 3 godziny. No i mają duży park z placem zabaw, i dobre opinie, i w ogóle. A o Escola dos sonhos dowiedziałam się później, że to taka szkoła ekologiczna, alternatywna, nastawiona na kontakt z przyrodą. No i powiem szczerze, że Escola dos Sonhos spodobała mi się bardziej – taka swojska, bez ą ę. Ale okazało się, że w Escola dos Sonhos nie ma już miejsc. Zresztą Adaś i Krzyś wolą Dinamikę – tu nas rzeczywiście świetnie przyjęli, oprowadzili po całej szkole, dali marchewki do nakarmienia królików, dzieci pobawiły się na placu zabaw.
Niesamowite jest to, jak obie szkoły mają do dyspozycji duży teren. W jednej i w drugiej jest miejsce na wybieganie się, są grządki z warzywami, własne zwierzęta. Aniu i Sylwio, jeśli czytacie tego bloga – spróbujcie sobie wyobrazić, że mamy hektar łąki do zagospodarowania:)
No więc od 17 lutego, bo wtedy zaczyna się rok szkolny, chłopaki idą do szkoły i przedszkola. Adaś, mimo że skończył już w Polsce II klasę (tj. zdał egzamin końcowy przed wyjazdem), tu będzie chodził do I klasy. Ale chyba nie będzie się nudził:)

Wyrobiłam numer CPF!!! Nauczona doświadczeniem, że na policję trzeba iść rano i uzbroić się w cierpliwość, pojechałam wczoraj z samego rana do Receita Federal, aby dostać numer CPF. Czekałam... 10 minut, 5 minut pani stukała w klawiaturę i oto mam numer. Od razu wróciłam do domu i popędziliśmy do firmy NET podłączyć szybki i bezprzewodowy internet. Jeszcze go nie mamy, bo musi przyjść pan i zainstalować. A nie może zainstalować, bo pada deszcz. No ale dzięki temu w ciągu najbliższych dni nasze życie radykalnie ulegnie zmianie:)

Byłam też na uniwerku. Już wiem, jakie jeszcze dokumenty są mi potrzebne, widziałam departament antropologii, poznałam miłe panie w różnych sekretariatach. I w ogóle byłoby tam bardzo ładnie, gdyby nie to, że paskudnie lał deszcz. Jest jednak bardzo zielono i już się cieszę na siedzenie z kompem pośród palm. Ucieszyło mnie też to, że świetnie (znacznie lepiej niż na UW!) działa tam sieć eduroam.
Tu warto kilka słów powiedzieć na temat floripskiego transportu miejskiego. Internetowe fora roją się od utyskiwań, jaki jest on zły. Ja jak na razie doświadczyłam samych pozytywów, ale może dlatego, że w ogóle jestem miłośniczką transportu miejskiego i że mieszkamy w dobrej lokalizacji. Faktem jest, że autobusy jeżdżą pomiędzy tzw. terminalami, a my do jednego z nich (Terminal Canasvieiras) mamy 10 minut pieszo. Zatrzymują się też oczywiście na innych przystankach, ale gdy ktoś mieszka daleko od terminalu, musi podjechać jakimś autobusem na terminal i dopiero potem się przesiąść (no chyba, że akurat niedaleko jego / jej domu przejeżdża bezpośredni autobus do jego/jej zaplanowanej destynacji). Autobusy, w porównaniu do cen warszawskich nie są drogie – jeden przejazd kosztuje 3,10 reais (czyli mniej więcej tyle samo złotych). Bilet kupuje się na terminalu lub u tzw. cobradore, osoby pobierającej opłatę w autobusie, siedzącej z przodu pojazdu. Gdy wsiada się poza terminalem, należy właśnie wejść z przodu, pokazać kartę lub zapłacić pieniądze i przejść przez bramkę. Aby wejść na terminal, również należy przejść przez bramkę. Nie da się więc jechać na gapę. Tylko małe dzieci przechodzą pod bramką, bo one nie płacą. Nasze nie płacą oba – to jest chyba uznaniowe, bo wydaje mi się, że Adaś to powinien już jakąś opłatę mieć.

Minusem autobusów jest to, że są z reguły zatłoczone, że na przystankach nie ma rozkładów jazdy ani nawet numerów autobusów, które z danego przystanku odjeżdżają. To wszystko jest jedynie na terminalach i na całkiem dobrze działającej stronie internetowej. I tak np. trudno się zorientować, z którego przystanku należy wrócić do domu. Np. gdy jedzie się od nas na uniwerek, z tego samego przystanku się wraca, na który się przyjeżdża. Nie należy przejść na drugą stronę ulicy, jak by podpowiadała logika. Autobus robi bowiem pętlę i z powrotem jedzie (nieco) inną drogą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz