Zapisaliśmy
dzieci do szkoły. Obejrzeliśmy dwie szkoły w okolicy – Escola
dos sonhos i Escola Dinamica. O tej pierwszej wiedziałam wcześniej,
korespondowałam z pracownikami, bo to szkoła dwujęzyczna –
English time mają nie tak jak u nas w domu 15-20 minut dziennie,
tylko 3 godziny. No i mają duży park z placem zabaw, i dobre
opinie, i w ogóle. A o Escola dos sonhos dowiedziałam się później,
że to taka szkoła ekologiczna, alternatywna, nastawiona na kontakt
z przyrodą. No i powiem szczerze, że Escola dos Sonhos spodobała
mi się bardziej – taka swojska, bez ą ę. Ale okazało się, że
w Escola dos Sonhos nie ma już miejsc. Zresztą Adaś i Krzyś wolą
Dinamikę – tu nas rzeczywiście świetnie przyjęli, oprowadzili
po całej szkole, dali marchewki do nakarmienia królików, dzieci
pobawiły się na placu zabaw.
Niesamowite
jest to, jak obie szkoły mają do dyspozycji duży teren. W jednej i
w drugiej jest miejsce na wybieganie się, są grządki z warzywami,
własne zwierzęta. Aniu i Sylwio, jeśli czytacie tego bloga –
spróbujcie sobie wyobrazić, że mamy hektar łąki do
zagospodarowania:)
No
więc od 17 lutego, bo wtedy zaczyna się rok szkolny, chłopaki idą
do szkoły i przedszkola. Adaś, mimo że skończył już w Polsce II
klasę (tj. zdał egzamin końcowy przed wyjazdem), tu będzie
chodził do I klasy. Ale chyba nie będzie się nudził:)
Wyrobiłam
numer CPF!!! Nauczona doświadczeniem, że na policję trzeba iść
rano i uzbroić się w cierpliwość, pojechałam wczoraj z samego
rana do Receita Federal, aby dostać numer CPF. Czekałam... 10
minut, 5 minut pani stukała w klawiaturę i oto mam numer. Od razu
wróciłam do domu i popędziliśmy do firmy NET podłączyć szybki
i bezprzewodowy internet. Jeszcze go nie mamy, bo musi przyjść pan
i zainstalować. A nie może zainstalować, bo pada deszcz. No ale
dzięki temu w ciągu najbliższych dni nasze życie radykalnie
ulegnie zmianie:)
Byłam
też na uniwerku. Już wiem, jakie jeszcze dokumenty są mi
potrzebne, widziałam departament antropologii, poznałam miłe panie
w różnych sekretariatach. I w ogóle byłoby tam bardzo ładnie,
gdyby nie to, że paskudnie lał deszcz. Jest jednak bardzo zielono i
już się cieszę na siedzenie z kompem pośród palm. Ucieszyło
mnie też to, że świetnie (znacznie lepiej niż na UW!) działa tam
sieć eduroam.
Tu
warto kilka słów powiedzieć na temat floripskiego transportu
miejskiego. Internetowe fora roją się od utyskiwań, jaki jest on
zły. Ja jak na razie doświadczyłam samych pozytywów, ale może
dlatego, że w ogóle jestem miłośniczką transportu miejskiego i
że mieszkamy w dobrej lokalizacji. Faktem jest, że autobusy jeżdżą
pomiędzy tzw. terminalami, a my do jednego z nich (Terminal
Canasvieiras) mamy 10 minut pieszo. Zatrzymują się też oczywiście
na innych przystankach, ale gdy ktoś mieszka daleko od terminalu,
musi podjechać jakimś autobusem na terminal i dopiero potem się
przesiąść (no chyba, że akurat niedaleko jego / jej domu
przejeżdża bezpośredni autobus do jego/jej zaplanowanej
destynacji). Autobusy, w porównaniu do cen warszawskich nie są
drogie – jeden przejazd kosztuje 3,10 reais (czyli mniej więcej
tyle samo złotych). Bilet kupuje się na terminalu lub u tzw.
cobradore, osoby pobierającej opłatę w autobusie, siedzącej z
przodu pojazdu. Gdy wsiada się poza terminalem, należy właśnie
wejść z przodu, pokazać kartę lub zapłacić pieniądze i przejść
przez bramkę. Aby wejść na terminal, również należy przejść
przez bramkę. Nie da się więc jechać na gapę. Tylko małe dzieci
przechodzą pod bramką, bo one nie płacą. Nasze nie płacą oba –
to jest chyba uznaniowe, bo wydaje mi się, że Adaś to powinien już
jakąś opłatę mieć.
Minusem
autobusów jest to, że są z reguły zatłoczone, że na
przystankach nie ma rozkładów jazdy ani nawet numerów autobusów,
które z danego przystanku odjeżdżają. To wszystko jest jedynie na
terminalach i na całkiem dobrze działającej stronie internetowej.
I tak np. trudno się zorientować, z którego przystanku należy
wrócić do domu. Np. gdy jedzie się od nas na uniwerek, z tego
samego przystanku się wraca, na który się przyjeżdża. Nie należy
przejść na drugą stronę ulicy, jak by podpowiadała logika.
Autobus robi bowiem pętlę i z powrotem jedzie (nieco) inną drogą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz