Życie uniwersyteckie

UFSC, czyli Universidade Federal de Santa Catarina) jak każdy uniwersytet rządzi się swoimi prawami. Zresztą, co kraj to obyczaj. 
Kilka słów zatem o zmaganiach biurokratycznych oraz o tym, co tygryski lubią najbardziej, czyli życiu naukowym.
Zacznijmy od papierków. Ponieważ jestem stypendystką Unii Europejskiej i moi grantodawcy są w Portugalii, wszystkie dokumenty muszą przechodzić ode mnie via UFSC: różne biura, ale przede wszystkim koordynator programu Fellow Mundus (www.fellow.unl.pt - jest nowy nabór, polecam!) oraz PPGICH (Programa de Pós-Graduação Interdisciplinar em Ciências Humanas), przy którym jestem afiliowana. Dokumenty to: certificate of arrival, work plan, acceptance letter - to do koordynatora. A do PPGICH to samo plus CV, kopia dyplomu doktorskiego, a także formularz do wypełnienia na stronie. Wszystko to jest potrzebne, abym mogła otrzymać matricula, czyli zostać zapisaną oficjalnie jako post-doc. Matricula zezwoli mi na pracę w bibliotece oraz zniżkę na jedzenie w uniwersyteckiej restauracji i siłownię. Może jeszcze coś, ale o tym nie wiem. Na razie moje dokumenty muszą przez przez kolegium profesorów, którzy zdecydują, czy mnie chcą (de facto już zdecydowali, skoro pół roku temu dostałam stypendium, ale formalnościom musi stać się zadość). 

Mimo, że teraz nie ma zajęć i wszyscy korzystają z uroków lata, życie akademickie nie zamiera. Dziś byłam na tzw. banca, czyli zebraniu komisji profesorów oceniających postępy studentów. Tym razem była to banca doktorantki, która jest na półmetku swoich badań. Jej promotor - prof. Clecio Azevedo da Silva - zaprosił do oceny / recencji projektu i postępów w badaniach Renatę Menasche  z Uniwersytetu w Pelotas, która z kolei zaprosiła mnie. Praca doktorantki dotyczy tradycyjnego / wiejskiego / lokalnego / regionalnego jedzenia, jego produkcji i dystrybucji w Grande Florianopolis. Region badany przez nią to obszar, w którym widoczne są wpływy różnych grup etnicznych i migranckich: rdzennych mieszkańców, przybyszy z Azorów, a potem migrantów niemieckich. Wpływy te odzwierciedlają się w praktykach jedzeniowych i szeroko: sposobie uprawy ziemi, hodowli, przygotowywaniu i dystrybucji jedzenia, a ostatnio również w etykietowaniu produktów jako "regionalne", "domowe", swojskie", "organiczne" itp. 
Instytucja banca jest moim zdaniem świetna. Nie dość, że studenci (bo dotyczy to też poziomu mgr) muszą nauczyć się pisać projekt badań, potem (pod koniec I roku studiów mgr lub II dr) zaprezentować i obronić swoje wyniki wstępne, no i na koniec - obronić całość. Na taką banca zaprasza się ludzi z zewnątrz, tj. z innych instytutów czy uniwersytetów.
Dzięki znajomości (do dziś mejlowej) z Renatą Menasche oraz od dziś z prof. Clecio da Silva, zostałam zaproszona nie tylko na banca, ale na jutro na dzień terenowy. Zobaczymy, jak w praktyce wygląda produkcja, dystrybucja i waloryzacja jedzenia w Grande Florianopolis. Ale o tym będzie w notatkach terenowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz