sobota, 28 listopada 2015

Kilka zdjęć

Żeby nie było, że nie robimy tu zdjęć - owszem, całą masę, a celuje w tym przede wszystkim Adaś. Problem w tym, że mamy bardzo kiepski internet - na razie mobilny z jednej dość słabej sieci. Innego na razie nie możemy mieć, bo nie mam CPF - to taki tutejszy numer identyfikacyjny, dostają go również obcokrajowcy, ale to trochę trwa.
No ale, proszę, kilka zdjęć jest. Takie małe, żeby przelazły przez łącze.




Fot. Adaś

Fot. Adaś

Miałam zamiar załączyć zdjęcia wczoraj, ale oczywiście padł mi internet.
Wczoraj byliśmy w Canasvieiras – to dzielnica położona nad morzem ok. 3-4 km od Vargem Grande, 10 min autobusem z terminalu Canasvieiras, do którego mamy 10 min na piechotę.
Jak widać na zdjęciu (autorstwa Adasia), nie mieliśmy pogody na plażowanie, ale i tak udało się nam wybrać na spacer, chłopaki pobiegali po plaży. Oni to mają wakacje, bardzo im się podoba. A najbardziej chyba to, że szkoła i przedszkole zaczyna się dopiero 17 lutego:)
Minął więc kolejny dzień załatwiania spraw biurokratycznych – drukowanie wniosków, ksero paszportu (z którym musiałam pójść do notariusza i poświadczyć kopie – 50 reali na to poszło), opłacić wnioski na policję w banku (tu ponad 300 wydaliśmy). Zostało mi jeszcze zrobienie zdjęć do karty pobytu (na całym Canasvieiras nie ma fotografa, ponoć jest gdzieś w centrum), ładnie się ubrać (jak będę ubrana nieprzyzwoicie, to mogą mnie na policji nie przyjąć:)). Aha, no i wstać rano, bo kolejki mogą być ogromne.

Po południu poszliśmy zwiedzać nasze osiedle, które jak na razie nie wygląda na tętniące życiem sąsiedzkim. Znaleźliśmy plac zabaw, a na końcu ulicy bramę z furtką do innego świata – dżungli. Takie przejście jak lustro w Alicji z Krainy Czarów albo szafa z Narnii. Niestety daleko nie poszliśmy, bo mokro i nie ma ścieżki, ale i tak magicznie i rzecz jasna, zupełnie inaczej niż u nas w lesie. Nie zazdroszczę pierwszym polskim osadnikom wycinania tego gęstego „boru”, żeby zasiać tam pszenicę... Na szczęście my nie musimy tego robić, a las jest naprawdę piękny.

 A sąsiadów mamy takich:






piątek, 27 listopada 2015

Pierwsze wrażenia

Dojechaliśmy. Przyjechaliśmy we wtorek po długiej i męczącej podróży. Na szczęście na lotnisku czekała na nas taksówka, która dowiozła nas i nasze ogromne bagaże (2 rowery!) do domu.
Jak na razie zajmowaliśmy się ogarnianiem tutejszej rzeczywistości, w której mamy spędzić 9 miesięcy: dokupiliśmy niezbędne do domu sprzęty: lodówkę i materac, karty do telefonów i internetu, obejrzeliśmy szkołę, do której prawdopodobnie zapiszemy chłopaków i zaczęłam przygotowywać się do rejestracji na policji. To jest sprawa dość skomplikowana – na szczęście nie jestem pierwszą obcokrajowczynią, która musi przez to przejść i internet dostarcza odpowiednich wskazówek. Wypełniłam już odpowiednie formularze, muszę jeszcze zrobić zdjęcia, opłacić w banku rejestrację, zrobić kopie paszportu i iść na tę policję, gdzie ponoć spędzę przynajmniej pół dnia.

Na uniwerku jeszcze nie byłam, ponieważ moja supervisorka właśnie wyjechała na ponad tydzień. Tam też czeka mnie składanie różnych dokumentów i otrzymywanie innych. Dopiero wtedy mogę liczyć na wypłatę stypendium i bycie pełnoprawną post-doczką na Federalnym Uniwersytecie Santa Catarina we Florianopolis. A gdy to wszystko załatwię, z czystym sumieniem będę mogła pojechać na wieś na badania terenowe.

Nasz dom


Wynajęcie domu dla naszej rodziny było długie i trudne. Zaczęłam to już robić dobrych kilka miesięcy przed wyjazdem. Wybraliśmy dzielnicę Vargem Grande, która choć położona daleko od centrum (ok. godziny drogi autobusem na UFSC), to zielona, spokojna i uważana za bezpieczną. Poza tym tu są szkoły, które wydają się nam dobre dla naszych dzieci. I tu udało nam się znaleźć tylko jedno miejsce, w którym zdecydowano się na wynajem obcokrajowcom i na 9 miesięcy a nie na cały rok. Ale i tak cała procedura była niezwykle skomplikowana – dzięki pomocy agentki nieruchomości Nadii oraz Zosi, która jest tu na studiach magisterskich (dzięki, Zosiu!!!), mamy domek całkiem spory, którego jedynym chyba mankamentem jest brak ogródka. Mamy za to spore patio, na którym zamierzam postawić donice z kwiatami i krzewami (gdy już kupimy auto). Dom nie jest wypasiony i musimy się na czas naszego pobytu tutaj odzwyczaić m.in. od zmywarki i szybkiego bezprzewodowego internetu. Za to mamy ciągły śpiew ptaków za oknem i możliwość siedzenia do późna na zewnątrz.