No ale, proszę, kilka zdjęć jest. Takie małe, żeby przelazły przez łącze.
Fot. Adaś
Fot. Adaś
Miałam
zamiar załączyć zdjęcia wczoraj, ale oczywiście
padł mi internet.
Wczoraj byliśmy w Canasvieiras – to dzielnica położona nad
morzem ok. 3-4 km od Vargem Grande, 10 min autobusem z terminalu
Canasvieiras, do którego mamy 10 min na piechotę.
Jak
widać na zdjęciu (autorstwa Adasia), nie mieliśmy pogody na
plażowanie, ale i tak udało się nam wybrać na spacer, chłopaki
pobiegali po plaży. Oni to mają wakacje, bardzo im się podoba. A
najbardziej chyba to, że szkoła i przedszkole zaczyna się dopiero
17 lutego:)
Minął
więc kolejny dzień załatwiania spraw biurokratycznych –
drukowanie wniosków, ksero paszportu (z którym musiałam pójść
do notariusza i poświadczyć kopie – 50 reali na to poszło),
opłacić wnioski na policję w banku (tu ponad 300 wydaliśmy).
Zostało mi jeszcze zrobienie zdjęć do karty pobytu (na całym
Canasvieiras nie ma fotografa, ponoć jest gdzieś w centrum), ładnie
się ubrać (jak będę ubrana nieprzyzwoicie, to mogą mnie na
policji nie przyjąć:)). Aha, no i wstać rano, bo kolejki mogą być
ogromne.
Po
południu poszliśmy zwiedzać nasze osiedle, które jak na razie nie
wygląda na tętniące życiem sąsiedzkim. Znaleźliśmy plac zabaw,
a na końcu ulicy bramę z furtką do innego świata – dżungli.
Takie przejście jak lustro w Alicji z Krainy Czarów albo szafa z
Narnii. Niestety daleko nie poszliśmy, bo mokro i nie ma ścieżki,
ale i tak magicznie i rzecz jasna, zupełnie inaczej niż u nas w
lesie. Nie zazdroszczę pierwszym polskim osadnikom wycinania tego
gęstego „boru”, żeby zasiać tam pszenicę... Na szczęście my
nie musimy tego robić, a las jest naprawdę piękny.
A sąsiadów mamy takich: