poniedziałek, 11 lipca 2016

Pomeranos, czyli z wizytą u sąsiadów

Ostatni tydzień spędziłam w Pelotas i okolicy, na samiutkim południu Brazylii. Zaprosiła mnie tu uniwersytecka koleżanka, antropolożka Renata Menasche - specjalistka od antropologii jedzenia. 
Dwa dni spędziłam w interiorze - w wiosce zamieszkałej przez Pomeranos, ok. 70 km od Pelotas. 
Pomeranos, czyli po polsku pewnie "Pomorzanie", to potomkowie imigrantów, którzy przybyli do Brazylii w II połowie XIX wieku z obszarów, które obecnie leżą na granicy Polski i Niemiec. Podobnie jak Polacy, Pomeranos przyjeżdżali do Brazylii całymi rodzinami, aby pracować w rolnictwie. Najwięcej Pomeranos mieszka w stanach Espiritu Santo, Santa Catarina i Rio Grande do Sul. 
Jest to bardzo ciekawa grupa, między innymi dlatego, że zachowali swój język (odmienny wszak od niemieckiego, choć z nim spokrewniony), a w kilku miejscowościach jest on nawet kodyfikowany i wprowadzany jako pomocniczy (obok portugalskiego) w gminach i szkołach język oficjalny. 
Gmina Canguçu, w której miałam okazję być, jest zamieszkała w większości przez potomków Pomeranos, a wielu z nich - łącznie z dziećmi - nadal mówi w języku swoich przodków. Kultywują również wiele tradycji przywiezionych przez ich dziadków i pradziadków, w tym zwyczaje jedzeniowe czy religię - luteranizm. 
Przez dwa dni mieszkałam u miejscowej nauczycielki szkoły podstawowej, Patricii. Wprowadziła ona do szkoły autorski program związany z pamięcią o imigranckiej przeszłości i z dokumentacją kultury Pomeranos. Uczniowie - zarówno ci z pierwszych klas, jak i starsi - prowadzą własne mini-projekty, w których przeprowadzają wywiady z mieszkańcami wsi, fotografują, rysują i opisują zwyczaje i elementy kultury materialnej. 

Poniżej garść fotek "jedzeniowych":

 Mocotó - gęsta zupa z mięsem i warzywami (ziemniaki, marchew, cebula, papryka, czosnek, pomidory, ew. inne); uważana za tradycyjną wśród Pomeranos i w ogóle na południu Brazylii

 Produkcja schmier - rodzaj dżemu, typowego dla miejscowych Niemców i Pomeranos; tu robiony z "arbuzów pastewnych" (melancia para porco)

 O tym, że nie da się mówić łatwo o jedzeniowym dziedzictwie jakiejś grupy etnicznej czy narodowej świadczą Rivaltz bac - danie przedstawione mi jako typowo "pomorzańskie" - a to przecież nasze placki ziemniaczane:) Ot, dziedzictwo wspólne.


Kolejne wspólne dziedzictwo - ogórki (i inne warzywa) konserwowe

I kilka fotek "kultury materialnej":
 Dzbanki z kolekcji muzeum Pomeranos w São Lourenço do Sul




Fragment dekoracji ściany w jednym z domów.

Po powrocie do Pelotas miałam zajęcia dla studentów antropologii, spotkania z kilkoma ciekawymi osobami, wyżerkę w restauracji urugwajskiej i wylegiwanie się w słoneczku na plaży:)
 Moje zajęcia były ostatnimi w semestrze. A skoro to antropologia jedzenia, to było i jedzenie:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz