Dziś, po trzech miesiącach (!) wakacji, Adaś i Krzyś ochoczo wyruszyli do szkoły. Godzina 10.15 syneczki pomachli łapkami na "do widzenia" i tyle ich widzieliśmy. I tak do 17.30 jesteśmy bez syneczków.
Krzyś już miał łatwiej, bo wczoraj i przedwczoraj miał dni adaptacyjne i po 2h siedział w przedszkolu z tatą. No i dostał czadową szkolną walizkę, z której jest bardzo dumny:) A Adaś, ani walizki, ani dni adaptacyjnych. I szkoła - prawdziwa, nie tam przedszkole, tylko lekcje, zeszyty, książki. Trzy godziny po angielsku i trzy po portugalsku. Szkoła jest bowiem dwujęzyczna i wygląda na to, że nie jest to dwujęzyczność tylko w teorii. Nasze dzieci mówią troszkę po angielsku i troszkę po portugalsku. Skazujemy ich więc na trójjęzyczność. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Ważne, że i jeden i drugi, mają już chęć do komunikacji z innymi dziećmi - na początku wcale tak nie było. Adaś dodatkowo robi swoje lekcje z polskiej szkoły. Mimo że w listopadzie zdał egzamin kończący drugą klasę, nie odpuszczamy i Adaś codziennie dzielnie z tatą odrabia lekcje - polski i matematyka.
Krzyś już miał łatwiej, bo wczoraj i przedwczoraj miał dni adaptacyjne i po 2h siedział w przedszkolu z tatą. No i dostał czadową szkolną walizkę, z której jest bardzo dumny:) A Adaś, ani walizki, ani dni adaptacyjnych. I szkoła - prawdziwa, nie tam przedszkole, tylko lekcje, zeszyty, książki. Trzy godziny po angielsku i trzy po portugalsku. Szkoła jest bowiem dwujęzyczna i wygląda na to, że nie jest to dwujęzyczność tylko w teorii. Nasze dzieci mówią troszkę po angielsku i troszkę po portugalsku. Skazujemy ich więc na trójjęzyczność. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Ważne, że i jeden i drugi, mają już chęć do komunikacji z innymi dziećmi - na początku wcale tak nie było. Adaś dodatkowo robi swoje lekcje z polskiej szkoły. Mimo że w listopadzie zdał egzamin kończący drugą klasę, nie odpuszczamy i Adaś codziennie dzielnie z tatą odrabia lekcje - polski i matematyka.
Szkoła, trzeba przyznać, jest na wypasie. Tłumy nauczycieli i nauczycielek skaczą wokół dzieci i rodziców, jest miło i przyjemnie. Jest kilka świetnych placów zabaw i to, o czym pisałam już dawniej, jest ogromny teren, po którym dzieci mogą biegać, karmić zwierzęta (szkoła ma hodowlę koni, królików i może jeszcze czegoś, nie wiem), uprawiać grządki z marchewkami i sałatą. Szkoła jest też oczywiście bardzo droga. Wydaliśmy na nią ponad 20 tys. reali (czyli ok. 20 tys. zł) na ten jeden semestr. Miejmy nadzieję, że warto było się tak spłukać:)
W Brazylii wszystkie dzieci chodzą do szkół w mundurkach. Naszym też musieliśmy nabyć komplety bluzeczek i spodenek, a do tego zwyczajową (choć skromniejszą niż te znane z Polski) wyprawkę.
I oto oni:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz